Blog firmowy, jako forma komunikacji z Klientami, przyjaciółmi i partnerami? Forum wymiany myśli i doświadczeń? Dlaczego nie! Tak właśnie powstał pomysł na prowadzenie bloga firmowego. Nie mamy jednak zamiaru pisać tu o tak błachych sprawach jak bigi, perforacje i tym podobne. Będziemy pisać o NAS, o tym czego doświadczamy w życiu codziennym - nie tylko w godzinach pracy. Będziemy dzielić się swoimi – nie zawsze trzeźwymi – obserwacjami świata. Będziemy także chwalić się swoimi osiągnięciami. Porażki jeśli się zdarzą – pewnie też opiszemy. Jeśli jesteś ciekawy, co zawodowo robimy na co dzień – zajrzyj na naszą stronę stalbiga.pl
26th
LIS
Rysowanie i projektowanie wykrojników (cz.2 – Na co uważać)
Napisany przez Paweł Trynka w kategorii Radosna twórczość
Uwaga! tylko dla ludzi o mocnych nerwach – czytasz na własną odpowiedzialność. Notka prawie na serio!
Miało być o projektowaniu opakowań, ale…
Ostatni tydzień obfitował w tak zwane „miny”… i to co gorsza oprócz jednej wcale nie z naszej winy…
Aż chciałoby się zatytułować ową notkę „7 grzechów głównych”…. czyli o tym co i jak powinno być w utopijnym świecie
1.Kolejność działania – najpierw projekt opakowania, później grafika.
Jakiś czas temu zrobiliśmy wykrojniki na opakowanie wg projektu klienta, poparte makietami, poprawkami klienta itp. Koniec końców okazało się że i materiał (kreda) i konstrukcja trochę zawiodły. Za drugim podejściem dostaliśmy szansę wykazania się – mamy przeprojektować wieczko opakowania, tak aby się łatwo składało i było zrobione z kartonu. Za pierwszym razem już było trudno, ponieważ nadlewki koloru w stosunku do siatki opakowania były w zasadzie minimalne, ale jakoś zmęczyliśmy. Przyniósł nam klient wydruk, do którego mamy dopasować siatkę wieczka, Z życzliwością poinformowaliśmy, że docelowo trzeba będzie przeprojektować trochę grafikę, bo zmienią się wymiary. Na co klient z rozbrajającą szczerością, że to już jest właściwy arkusz, bo nakład już pojechał do foliowania i mamy dzień na zrobienie projektu. Echhhhh… To nic, że siatka inna, a do grafiki trzeba się dopasować… Litości – nie zajmie nam to dużo czasu, więc dajcie nam chwilkę na dopracowanie siatki opakowania. Później wystarczy nałożyć siatkę i do woli upiększać grafikę. Aha – daliśmy radę…
2.Niepewna Konstrukcja – jeśli nie jesteś pewny konstrukcji opakowania, zasygnalizuj nam ten fakt. Parę dni temu otrzymaliśmy zamówienie wykrojnika czegoś na kształt ni to teczki ni pudełka. A że czas teraz noworoczny, więc zapewne na kalendarz. I już tylko jeden „Enter” dzielił wysyłkę plików do cięcia laserem i gięcia noży od katastrofy. Postanowiliśmy się upewnić u zleceniodawcy, dlaczego na dole pudełka są takie małe „dynksy” a na górze nie… W odpowiedzi usłyszałem, „to jest tylko taki szkic, a pudełko ma być takie jak na lekarstwa. Czy to nie jest oczywiste?” Aaaaaaaaaaaa… NIE! Zazwyczaj otrzymywane prace są tym, co ma znaleźć się na wykrojniku – i nawet nie wnikamy co to będzie. Niemniej Czujność Rewolucyjną staramy się wykazywać zawsze. Tu też nam się udało.
3.Właściwy materiał – Dziwnie na nas klienci patrzą, kiedy upieramy się żeby sprawdzić jakąś konstrukcję na nakładowym materiale. Zwłaszcza po tym, jak słyszymy magiczne zdanie” Jesteście przecież fachowcami, zróbcie tak żeby było dobrze”… Fachowcami tak, ale nie jasnowidzami… Daliśmy się już kilka razy wpuścić na minę pod tytułem – „Spoko, to na pewno będzie z fali E”. Tak – zrobiliśmy prototyp z fali E o standardowej grubości 2mm… A klient wynalazł taką, która nawet milimetra nie ma. Są opakowania, gdzie faktycznie nie ma to znaczenia, ale np w takim gdzie spotykają się 4 warstwy materiału na stronę (np FEFCO 427) ma kolosalne znaczenie. Albo inny przykład: opakowanie typu czteropak piwa. Z kartonu „Frovi” będzie działał genialnie, ale jak się go zrobi z „Alaski” nawet o większej gramaturze, będzie się rozdzierał aż miło. Dlatego nie dziwcie się nam Drodzy Klienci, kiedy z uporem maniaka chcemy przetestować makietę opakowania wyciętą na ploterze z docelowego materiału i z zapakowaną docelową zawartością.
4.Wizja artystyczna
Taaak. Temat rzeka. Mamy poniekąd taką niewdzięczną rolę, aby wizje twórców grafiki, „kreatywnych” i całej braci z Agencji Reklamowych sprowadzać nieco do rzeczywistości. Owszem, nie wiemy wszystkiego, ale znamy standardowe możliwości (w kolejności powstawania): wykonania wykrojnika, maszyn sztancujących, sklejarek i na końcu konfekcjonowania. No i cóż poradzić kiedy klient nie daje sobie wyperswadować, że na 4mm szeroki i 50mm długi pasek kartonu 250g/m2 może się urywać przy konfekcjonowaniu (pozdrawiamy Pani Agato). Lojalnie ostrzegałem. Ale o to podobno już kto inny będzie się martwił… Fakt – nie ja będę miał czerwone uszy, jak ludzie będą używać inwektyw przy składaniu… Naprawdę nie wszystko się da zrobić z kartonu, a niewielka zmiana czasem może ułatwić później ludziom pracę, którzy – nie oszukujmy się – składają nasze arcydzieła sztuki ludowej na akord i od tego zależy ich zarobek.
5.Później będziemy się martwić – jasne. Nasz klient rzecze do nas „Teraz zrobimy taki projekcik mniej-więcej na szybko, bo trzeba coś klientowi pokazać, a jak wejdzie do produkcji to będziemy się martwić.” Tiaaaa… Zazwyczaj później kończy się to mniej więcej tak: „O k…a, to tu jest konieczny druk dwustronny?” albo „To już jest zaakceptowany przez klienta wzór i nie możemy nic zmieniać”. Albo dalszy przykład – kalkulacje druku w biegu na zasadzie „dobra, to się jakoś zmieści” kończą się zwykle smutno. I co gorsza zazwyczaj dla nas, bo „musicie to tak zrobić żeby się na B1 zmieściło, bo mi klient taką wycenę klepnął”. Tak czy owak lipa. Praktyka wykazuje, że jednak lepiej na wstępie wszystko przewidzieć i sprawdzić, choćby za cenę spodziewanych zysków – jazda „na hura” się mści
6.Wierzyć trzeba, ale kontrolować nie zaszkodzi. To na szczęście zdarza się już bardzo rzadko. Pamiętaj! Zawsze sprawdzaj pierwszy odbity z wykrojnika arkusz, czy wszystko Ok. Zdarza się rzadko, ponieważ i obecna technologia i procedury wykonywania wykrojników do minimum ograniczają ryzyko wystąpienia błędów, ale… Statystycznie co kilkaset wykrojników, musi przytrafić się jakaś nasza wpadka, jak to w życiu – jesteśmy tylko ludźmi. Od odpowiedzialności się nie uchylamy, ale dajcie nam szanse… Sprawdzajcie
I to nie tylko czy jest ładne, ale także czy się składa.
7.Wstrzelimy się na zero – to też na szczęście się już rzadko zdarza.
Wykrojniki wykonujemy w tolerancji +-0,05mm. Ale oby to nie skusiło Cię, do zrobienia cięcia wykrojnikiem po granicy koloru. Jak ktoś kiedyś ładnie powiedział (pozdrawiamy Panie Krzyśku) „błędy mają to do siebie, że się sumują a nie znoszą” dlatego na ogólną tolerancję pasowania wykrojnika do arkusza oprócz tolerancji wymiarowej wykrojnika nakładają się: dokładność pasowania druku, luzy maszyny sztancującej, dokładność pozycjonowania sztancowanego arkusza. Próbujmy zatem unikać pasowania grafiki do wykrojnika „na zero”. Trzeba przewidzieć około 0,3-1mm tolerancji w zależności od materiału, maszyny sztancującej itp. Taki włos w innym kolorze przy krawędzi cięcia naprawdę szpetnie wygląda.
Oczywiście zdaję sobie w pełni sprawę ze specyfiki naszej branży i nawet nie łudzę się, że zawsze da się zastosować powyższe wskazówki.
Dlatego nie usłyszysz od nas „nie da się – trzeba było myśleć wcześniej”, choć nie zawsze da się uratować sprawę.
Mam np na myśli zrobienie opakowania o zadanych wymiarach ze zbyt małego arkusza. „Mamusię oszukasz, tatusia oszukasz…” ale matematyki nie oszukasz, a w sprawie cudów nie chcemy robić konkurencji
choć czasem i to nam się udaje, ale nie zawsze.
I tym optymistycznym akcentem – niniejszą notkę dedykuje naszemu Inżynierowi Strukturalnemu Przemkowi – oby jak najmniej wiatru w oczy i samych wektorowych rysunków.
Pozdrawiam i dziękuję za uwagę – idę spać.
16th
LIS
Rysowanie i projektowanie wykrojników
Napisany przez Paweł Trynka w kategorii Radosna twórczość
Przeglądając sieć a także statystyki oglądalności naszej strony internetowej, zauważyłem że całkiem sporo ludzi szuka informacji dotyczących projektowania wykrojników.
To natchnęło mnie do napisania szerzej na ten temat.
Zatem na naszym blogu jednak będzie coś z branży
Zacznę od tego, iż koniecznie należy rozgraniczyć „rysowanie wykrojnika” od „projektowanie opakowania”.
Dziś napiszę o tym pierwszym.
Rysowanie wykrojników jako takich, nie jest w zasadzie niczym skomplikowanym i brzmi straszniej niż jest w rzeczywistości. Właściwie wszystko zależy od firmy wykonującej wykrojniki i jej wymogów technicznych. Jeszcze parę lat temu standardem był rysunek wyświecony na kliszy jako separacja koloru. To już przeszłość. Dziś jedni rysują w Corelu, inni w Ilustratorze a jeszcze inni w CADie i wysyłają do nas prace e-mailem. My akurat używamy do tego celu ArtiosCADa. Bardzo fajne i drogie narzędzie. Ilustratora też używamy – w zasadzie tylko po to, żeby przenosić dane z pdf-u do CADa właśnie, za pomocą Ilustratorowej wtyczki. Corela też mamy – do Artiosa przenosimy rysunki za pomocą formatu dxf. Akurat dla nas nie jest ważna grubość kreski, kolor, czy są to krzywe czy odcinki itp. Prawdziwą zmorą za to (myślę że nie tylko dla nas) są rysunki zawarte w bitmapie. trzeba wtedy kombinować i przerysowywać do wektorów. Można, ale jest duże ryzyko że coś pójdzie nie tak. Zatem ważne żeby w rysunek był w wektorach. Później pozostają już tylko wymogi maszyny, na której będzie pracował wykrojnik. Maszyny są oczywiście różne – dobrze jest pogadać z operatorem tejże o zagadnieniach technicznych. Oczywiście posiadamy pewną wiedzę i znamy standardowe „myki” i niuanse różnych typów maszyn. Ale nie wiemy wszystkiego i co operator maszyny to upodobania, dające w tym na wskroś mechanicznym i przewidywalnym temacie nieprzewidywalny „czynnik ludzki”. Typowe zagadnienia to – format i grubość sklejki, jeśli jest to automat to gdzie będzie „chwyt” czyli marki i jaka ma być odległość od krawędzi deski do pierwszego noża.
Ważne jest określenie strony czytelnej/zadrukowanej. Najczęściej wykrawa się zadrukowane arkusze od strony zadrukowanej – i żeby tak było wykrojnik musi być wykonany w lustrzanym odbiciu. To dość skomplikowane do wytłumaczenia, dlatego jeśli u osoby rysującej całość w programie graficznym, siatka wykrojnika pasuje do pozostałych warstw z grafiką, przesyłając siatkę do „wykrojnikarza” wystarczy dopisać magiczną frazę „plik zawiera rysunek od strony czytelnej” i wszystko jasne
Uprzedzam przed dobrymi chęciami i przysyłaniem prac już w lustrzanym odbiciu. Zwyczajowo otrzymujemy pracę przygotowaną „od strony czytelnej” i to my sobie ją odbijamy.
Czasem – jeśli impozycja była zrobiona w inDesignie, zostaje całe mnóstwo śmieci pozornie niewidocznych, które pracowicie musimy wyrzynać – ale da się. Na szczęście Illustrator posiada bardzo przydatną funkcję „zaznacz jednakowe”, która bardzo wydatnie wspomaga wydłubanie z pliku i całego tego śmietnika krzywych, tych właściwych – wykrojnikowych.
Na koniec Wujek Dobra Rada radzi:
- nie da się zrobić dowolnie skomplikowanego kształtu za pomocą wykrojnika introligatorskiego. Grubość lini tnącej to 0,7 -1 mm a minimalna odległość pomiędzy dwoma „nożami” to minimalne minimum (coś jak oczywista oczywistość) poza uzasadnionymi przypadkami musi wynosić nie mniej niż 3mm ale lepiej jeśli ta wartość jest większa niż 5mm. Zatem jeśli ma być wycięty jakiś bardzo skomplikowany kształt – nie wystarczy zwektoryzować bitmapę i jazda.
- zanim zacznie się drukować, można a nawet należy skonsultować u kooperanta wykrojnikowego czy jest w stanie wykonać dany kształt. Jeśli nie jesteś pewny konstrukcji opakowania, zawsze możesz zlecić nam sprawdzenie pod kątem poprawności czy wycięcie sobie makiety na ploterze (karton Alaska w podstawowej palecie gramatur mamy na miejscu).
- w przypadku bardziej skomplikowanych konstrukcji zaznacz co jest bigą a co cięciem. W standardowych sami się połapiemy ;D
- zawsze wysyłaj plik z rysunkiem „od strony czytelnej”
- proszę, please, bitte, ??????????, ???????? – zlitujcie się. Nie wysyłajcie do wyceny ani do wykonania wykrojników rysunków w jpg-u
Jpg w naszej branży to zło wcielone – tylko wektory i jeszcze raz wektory.
To chyba tyle ![]()
O projektowaniu opakowań napiszę następnym razem.
Do całości dochodzą jeszcze kontraformy, formy odpadowe i takie tam, ale przeciętnego operatora dtp w drukarni nie musi to obchodzić…i jest to obszerny temat na inną okazję.
11th
LIS
Wspomnienia z wakacji
Napisany przez Paweł Trynka w kategorii Po godzinach
Mamy dziś 11 listopada. Święto niepodległości. A w ten pochmurny, deszczowy zimowy dzień moje myśli zamiast wokół nurtu patryjotyczno-niepodległościowego, uparcie krążą wokół słonecznej i ciepłej wyspy Kreta. Echhh to były czasy…
Konkretnie były to wakacje 2005. Dawno – ale bardzo ciepło je wspominam – były to jedne z najfajniejszych moich wakacji. Były to dwa tygodnie beztroskiego pijaństwa i nicnierobienia. Słowo „pijaństwa” jest o tyle istotne, że przy tej okazji zaprzyjaźniliśmy się z barmanem w hotelu. Miał na imię Nikos i był bardzo sympatycznym, muzykalnym i podobno pociągającym kobiety Grekiem. Wspominam o tym, niejako przy okazji, ponieważ oprócz lokalnych trunków, Nikos serwował nam znakomitą grecką muzykę. Tak naprawdę właśnie o tym chciałem napisać. Szczególnie przypadł mi do gustu jeden wykonawca – bodaj najbardziej znany w Grecji romantyk Notis Sfakianakis. Zdobycie jego płyty kosztowało mnie sporo wysiłku, ponieważ specjalnie zmieniłem trasę jednej z wycieczek, kierując się do zakorkowanego centrum stolicy Krety – Iraklionu. Moja żona była temu przeciwna, ale ja się uparłem. Jakoś na „czuja” znalazłem tam upragniony „Music Shop” i kupiłem upatrzoną płytę. Prawdopodobnie gdyby mi się nie udało, zginąłbym śmiercią męczeńską z rąk mojej żony, niezbyt zachwyconej ze stania w irakliońskich korkach. Tak właśnie zaczęła się moja fascynacja twórczością tego artysty. Później z pomocą przyszedł serwis ebay.com i do dziś udało mi się skompletować praktycznie całą dyskografię tego artysty.
W śpiewanych przez Notisa utworach, jako że poza pojedynczymi słowami, nie znam języka greckiego, urzeka mnie głównie jego niesamowity głos i niesamowite możliwości wokalne. Po kolejnych odkryciach polskiej muzyki w stylu „odmienionej” Agnieszki Chylińskiej, zdecydowanie wybieram twórczość artystów zagranicznych. Bardzo żałuję, że tak genialny wokalista jakim w moim poczuciu jest Notis nie przebija się ze swoją twórczością do Polski. Warto tu wspomnieć, że w 1999 roku gazeta „Popcorn” przyznała mu tytuł najlepszego wokalisty roku 1998, a w 1992 roku nagrał utwór „opa opa” który w zmienionej wersji śpiewanej chyba przez Antique dotarł również około 2000 roku na polskie listy przebojów…
Oto krótka biografia Notisa Sfakianakisa.
Notis urodził się w Iraklionie 2 października 1959. Od szesnastego roku życia pracował w różnych zawodach np jako hydraulik, elektryk, pomocnik murarza, kelner i obsługa stacji benzynowej. Później wyjechał do Niemiec. Od początku lat 80 grał w klubach jako DJ. W 1985 otworzył swój własny klub oraz zaczął karierę zawodowego wokalisty. Wraz z zespołem wykonywał muzykę w stylu klasycznego angielskiego rocka. Nie odniósł jednak sukcesu, rozwiązał zespół i zniechęcony wrócił na Kretę. Śpiewał tu w licznych klubach tym razem wykonując muzykę grecką.
W 1987 śpiewa w Atenach w niewielkim klubie muzycznym. Wkrótce jego niesamowity głos sprawił, że występuje z ze znanymi greckimi artystami jako wokalista wspomagający. W 1990 Notis Sfiakanakis spotyka managera z firmy Sony Kostasa Bourmasi, który zafascynowany niezwykłym głosem wokalisty proponuje mu nagranie albumu dla tej wytwórni. Tytułowy utwór z albumu „Proti Fora” staje się wielkim przebojem otwierając przed Notisem drogę do wielkiej kariery. Tytułowy utwór dociera do 10 miejsca listy przebojów w Grecji. Od tej pory Notis nagrał 20 płyt stając się najbardziej znanym i najbardziej rozpoznawalnym artystą greckim. Jego twórczość dotyka głównie tematów o miłości i relacji z drugim człowiekiem, ale nie tylko.
Moim marzeniem jest pojechać na jego koncert, ale… po całkiem niedawnym koncercie w Australii, Notis obecnie koncertuje w Stanach Zjednoczonych a żeby tam pojechać, poza sporą kasą konieczna jest wiza, której pewnie zbyt szybko bym nie dostał, o ile wogóle. Czekam zatem na jego europejski koncert…
Oficjalna strona artysty
Turaj więcej o artyście po polsku
Strona tourne po Stanach
Od tej piosenki się zaczeło…
A ta mi się ostatnio bardzo podoba
Ta nawiązuje niejako do dzisiejszego naszego święta – nosi tytuł „Moja ojczyzna”
10th
LIS
Blog jaki jest każdy widzi
Napisany przez Paweł Trynka w kategorii Radosna twórczość
Stało się. Dodałem nasz blog do listy blogów biorących udział w konkursie „blog firmowy 2009″. I powiem, że mam mieszane uczucia. Mieszane, ponieważ przeglądałem inne zgłoszone blogi firmowe. Nasz jest inny. I zastanawiam się czy to dobrze… W porównaniu z innymi, mało – rzekłbym nawet – niewiele jest na naszym blogu o tym, czym zawodowo się zajmujemy. Mam wrażenie, że jest tak, ponieważ temat jest trudny i mało plastyczny. Niby każdy wykrojnik, który wykonujemy jest inny , ale technologicznie jest taki sam. Mało nowinek technicznych pojawia się w naszej branży. Co najwyżej lasery do cięcia sklejki są coraz szybsze a giętarki do noży coraz bardziej uniwersalne. Ale w technologi nie zmienia się prawie nic. Dlatego właśnie piszemy tu o nas i naszych przemyśleniach. Czy to zatem dobrze? Chcę aby ten post był otwartym tematem, bo może pracując już tyle lat w branży, zatraciłem obiektywizm. Pytanie zatem do Was, drodzy czytelnicy – o czym chcielibyście tu czytać? A może tak jest dobrze jak jest?
1st
LIS
Powrót do rzeczywistości
Napisany przez Paweł Trynka w kategorii Po godzinach
Dawno nic nie napisałem… a to weny nie było, a to czasu… wiecie jak to jest…
Tak było do czwartku.
Otóż moi mili wybrałem się do Hamburga. Niby nic wielkiego – przecież blisko ktoś powie. Tak – ale to była moja pierwsza samodzielna podróż zagraniczna. Nie liczę wakacyjnych wyjazdów, bo to inna bajka zupełnie. Tym razem pojechałem tam biznesowo. Ponieważ kupujemy nową maszynę do wykonywania kontraform oraz makiet, postanowiłem osobiście przypilnować załadunku. Oczywiście to tylko połowa prawdy, ponieważ przy tej okazji postanowiłem trochę pozwiedzać. Wyjechać miałem w piątek rano, ale już o 21 dnia poprzedniego doszedłem do wniosku, że jestem tak przejęty, że na pewno nie zasnę. Szybka decyzja i już o 22 w czwartek wyjeżdżałem ze stacji benzynowej kierując się prosto na autostradę A4 prowadzącą do granicy, później kierunek Berlin i Hamburg. Nie ukrywam byłem lekko „spietrany” – lekko licząc miałem przed sobą ponad 900km do przejechania. Ponieważ na miejscu umówiłem się na godzinę 17 dnia następnego, postanowiłem jechać ekonomicznie, żeby za wcześnie nie przyjechać. Co dziwne, nawet udało mi się nie przekraczać prędkości 120km/h. Doturlałem się w tym tempie do granicy – po drodze przeżywając rozterki odnośnie haka holowniczego, który mam zamontowany w aucie… i skąd wziąć dwie „dziewiętnastki” żeby go odkręcić. Jako że do granicy stacji benzynowych wiele nie ma, skończyło się na rozterkach. Nasłuchałem się kiedyś historii jak to Niemcy tępią biednych Polaków za „manie” haka bez ciągnięcia przyczepy. Nic to – pojechałem z hakiem. Pierwszy postój zrobiłem gdzieś koło Berlina na jakiejś sieciowej kawiarnio-knajpie. Kupiłem kilka batoników, siusiu i…spanko. W sumie nic dziwnego, ale… Język niemiecki znam tylko i wyłącznie ze „Stawki większej niż życie” toteż poznane tam zwroty niekoniecznie mogą być przydatne w życiu codziennym. Poza tym bardzo pozytywne wrażenie zrobiła na mnie ichniejsza toaleta na stacji – czysto, pachnąco, z głośniczka muzyka. Sprawa trudniejsza – zakupy. Kupiłem parę batoników typu Lion, popatrzyłem na kasę podałem banknot, wymamrotałem „Danke Szon” i wróciłem do auta. Jakoś poszło. Była 3 nad ranem. Żeby za wcześnie nie dojechać postanowiłem się przespać, wcześniej zjadłszy batoniki. Nic nadzwyczajnego, ale te nasze polskie „lajony” smakują jak za przeproszeniem trawa. Niestety nie przywiozłem żadnego na zaś ;(
Przespałem się do 5 rano – i pomału otwierając oczy popatrzyłem na tabliczkę przy parkingu. Wydedukowałem, że na tablicy stoi aby nie parkować tam gdzie zaparkowałem, bo to miejsce dla matek z dziećmi. No tak – przyjechał cep z Polski
Dobrze, że mamusie ze swoimi pociechami nie uczęszczają na huśtawki w godzinach 3-5 nad ranem, gdyż „siara” by była niekiepska. Niekoniecznie pokrzepiony swoim odkryciem, wyruszyłem w dalszą podróż. Podróż była nudna. Autostrada, autostrada… i tak do samego Hamburga. Do Hamburga dojechałem około 8 rano. No i tu się zaczęło. Jechałem jak urzeczony. Urzeczony kulturą jazdy niemieckich kierowców. U nich też zdarzają się remonty i przewężenia podobnie jak u nas – różnica polega na tym, że u nas robi się gigantyczny korek i ruch odbywa się z prędkością 5km/h. Tam zwężenie na zasadzie „zamka błyskawicznego” odbywa się przy prędkości 80km/h w terenie zabudowanym. Da się.Sam jestem fanem raczej dynamicznej jazdy i drażni mnie kiedy ktoś jedzie 30km/h bez wyraźnej przyczyny. Tam odbywa się to poprostu genialnie. I zmiana pasa ruchu nie przypomina walki o życie – włączasz kierunkowskaz i natychmiast widzisz jak auta na pasie na który chcesz zjechać robią miejsce. Niesamowite.
Po cichu przyznam się, że miałem tam w Hamburgu jeszcze małą misję do wykonania. Otóż nasze dziewczyny – moja żona Beata i Kaśka – zażyczyły sobie, że jak już tam będę, to koniecznie muszę im coś w nagrodę kupić. Toteż od razu skierowałem się do centrum miasta celem znalezienia centrum handlowego. Znalazłem. Może nie centrum handlowe ale ulicę handlową. Siedziby C&A, Nike, Adidas, Zara to 2-3 piętrowe budynki. Wchodzę i… rozczarowanie. Przeszedłem przez większość możliwych sklepów z ciuchami, dodatkami itp – asortyment ten sam co u nas. Dokładnie ten sam – tylko drożej. Ponieważ jak już wspomniałem, spotkanie miałem dopiero o 17, miałem zatem 9 godzin na szwędanie się po mieście. Do 13 uwinąłem się z przemarszem przez sklepy. Nie kupiłem nic
Postanowiłem zatoczyć trochę większe koło – niestety nie wziąłem aparatu. Znalazłem jakieś centrum handlowe – różniło się od naszej galerii Kazimierz tym że zamiast 2 pięter miało 5
i coś czego u nas nie ma – sklep z ozdobami o powierzchni dobrych 400m2. Wyszedłem z tego sklepu i skierowałem się w stronę auta… i zabłądziłem. Hmm… obce miasto, nie znam języka, nie mam mapy. Ale co tam – nie takie rzeczy się robiło. W mieście jest kilka wysokich wierz, które teoretycznie mogą służyć za punkty orientacyjne. Ale w dość rozległej zabudowie, nie są owe punkty zbyt widoczne. Tym oto sposobem trafiłem/zabłądziłem do alei seks-shopów, sex-kin i innych hotelików. Niestety nie przetestowałem, gdyż zjawisko było na tyle dla mnie niecodzienne – zobaczyć tyle seks-shopów naraz – że oddaliłem się dość szybko z tego miejsca. A mogłem chociaż zobaczyć co oni mają w tych sklepach
Może następnym razem. Postanowiłem być prawdziwym mężczyzną i nie pytać nikogo gdzie jestem. Na podstawie pomniku Bismarca i planu na przystanku autobusowym ustaliłem jako tako kierunek marszruty i już po godzinie 15 byłem przy samochodzie. Szacuję, że tego dnia lekką ręką przeszedłem 25km. Nazajutrz obolałe kończyny dolne potwierdziły to. O 17 stawiłem się na umówionym spotkaniu, gdzie odbyła się prezentacja możliwości maszyny. Później kolacja w hotelu i o 21.30 padłem jak mucha. Nazajutrz pobudka o 6 rano, o 9 załadunek maszyny na samochód. Następnie pojechałem do oddalonej od Hamburga o 160 km miejscowości, której nazwy nie jestem w stanie napisać bez błędów, aby odwiedzić firmę o podobnym profilu jak nasz. Spotkanie okazało się bardzo sympatyczne. Podobnie jak my, firmę prowadzi małżeństwo, a żona jest Polką. O 16 jechałem już z powrotem, przez Hanower, Berlin… Niestety przez roboty drogowe na Berliner Ring gdzie z pięciu pasów robią się 2, spędziłem godzinę w korku. Jednak nie jest tak idealnie. Zdanie zweryfikowałem przekraczając granicę z Polską. Dziurawa pseudo droga z ograniczeniem do 80km/h doprowadziła mnie do niemałej frustracji – stąd tytuł. Trasę ponad 950km pokonałem w 8 godzin, nie pytajcie jak – mało ekonomicznie w każdym razie
Przyjechałem o północy z piątku na sobotę i padłem. Dziś jest niedziela – poza miłymi wspomnieniami zostało mi do degustacji „kilka” przywiezionych butelek piwa pszenicznego
Będzie mi brakowało tego, że kiedy wchodzę do sklepu ktoś z obsługi się do mnie uśmiecha i mówi „dzień dobry” i pyta jak się mam. Jedynym pocieszeniem jest to, że już jutro idę do pracy i zobaczę znajome uśmiechnięte twarze i… powinna przyjechać nowa maszyna.
Znajdź nas na Facebooku:
Ostatnie wpisy na blogu:
- 07 lip Zmiany… zmiany̷...
- 15 lut Więcej serca
- 25 sty Czym jest projektowanie w...
- 07 sty Rysowanie i projektowanie...
- 06 sty „Czym jest projekto...
- 06 sty Rysowanie i projektowanie...
- 06 gru Rysowanie i projektowanie...
- 05 gru Czarny weekend… (ci...
- 26 lis Rysowanie i projektowanie...
- 16 lis Rysowanie i projektowanie...
Linki
- Chochlik drukarski
Świetny blog o zawiłościach technik drukarskich i nie tylko - Reklama od kuchni
Cała prawda o reklamie :)
