Blog firmowy, jako forma komunikacji z Klientami, przyjaciółmi i partnerami? Forum wymiany myśli i doświadczeń? Dlaczego nie! Tak właśnie powstał pomysł na prowadzenie bloga firmowego. Nie mamy jednak zamiaru pisać tu o tak błachych sprawach jak bigi, perforacje i tym podobne. Będziemy pisać o NAS, o tym czego doświadczamy w życiu codziennym - nie tylko w godzinach pracy. Będziemy dzielić się swoimi – nie zawsze trzeźwymi – obserwacjami świata. Będziemy także chwalić się swoimi osiągnięciami. Porażki jeśli się zdarzą – pewnie też opiszemy. Jeśli jesteś ciekawy, co zawodowo robimy na co dzień – zajrzyj na naszą stronę stalbiga.pl
23rd
WRZ
Nasze PKP, jedyne w swoim rodzaju?
Napisany przez Kaśka w kategorii Perypetie Kaśki
Proszę o uwagę, bo będzie tutaj niezbędna. Oto historia, jak mając bilet na pociąg pospieszny, bezpośredni relacji Kraków Główny ? Przemyśl Główny można zaliczyć po drodze 4 przesiadki i jechać 5 różnymi pociągami. Wybrałyśmy się na weekend do naszej koleżanki, która na stałe osiedliła się w Przemyślu. Kupiłyśmy bilety na 17.25 z Krakowa Głównego na pociąg pospieszny do Przemyśla. Oczywiście problemy zaczęły się już od samego początku, bo zmienili nam peron, wiadomo nikt tego nie lubi, jak musi na wariata biec na inny peron, ale ok to można jeszcze zrozumieć. Wsiadamy do pociągu, a tam o miejscu siedzącym można sobie pomarzyć, więc świetnie -perspektywa stania przez kolejne 4 godziny (oczywiście niedaleko pociągowej toalety) była bardzo interesująca, zajęłyśmy sobie miejsce przy kierowniczce pociągu. Nie uwierzycie jak ta kobieta wyglądała, normalnie jak transwestyta, długi zapuszczony włos na głowie, w kolorze rudo-blond, noga konkretna oczywiście owłosiona, a na oczach paleta wszystkich kolorów, najwięcej zieleni, różu oraz fioletu
Tak sobie dojechaliśmy do Podłęża i stało się, zepsuła się sprężarka i pociąg nie ruszy. Więc w takim już oto nadmiarze ludzi przeszliśmy na tor obok i wsiedli do zatłoczonego już pociągu osobowego relacji Kraków Nowy Sącz przez Tarnów. Zapomniałam dodać, że okazało się iż bilety które kupiłyśmy nie są biletami na pociąg kierowniczki, bo ona kierowała pociągiem firmy Inter-regio a my miałyśmy bilety na pospieszny PKP. Więc bilety nam anulowano i nie zdążono sprzedać nowych bo zepsuł się pociąg, więc byłyśmy w czarnej d?. Kolejno przesiadłyśmy się w Bochni na śliczny i wygodny pociąg Intercity, myśląc, że to ten nasz pośpieszny, na który miałyśmy anulowane bilety, ale niestety i tym razem nie wyszło, gdyż Pan konduktor kazał nam dopłacać drugie tyle co kosztował nasz bilet. Grzecznie go prosząc pozwolił nam wysiąść w Tarnowie, gdzie zamiast czekać na ten nasz pospieszny pociąg wsiadłyśmy do pociągu do Rzeszowa, bo ja się przestraszyłam jak na peronie już nikogo nie było. Ponownie spotkałyśmy naszą piękną kierowniczkę, której wreszcie udało nam się sprzedaż bilety. Napomnę tylko, że oczywiście w tym pociągu także nie było miejsca nawet do stania na 2 nogach. Jadąc tak sobie do Rzeszowa kierowniczka załatwiła u dyspozytora, że pociąg relacji Rzeszów Przemyśl poczeka na nas te opóźnione 15 minut. Kończąc opowieść wrażeń było co nie miara i dojechałyśmy zamiast na 21, na 22.45. Co najgorsze minął nas nasz docelowy pociąg na który miałyśmy bilety i był pusty!!!!!!!!!!!
18th
WRZ
Bułgarskie dziki…
Napisany przez Kaśka w kategorii Perypetie Kaśki
Obiecana historyjka wakacyjna: Pewnego popołudnia, gdy mieliśmy pożyczone auto (od wiecznie nagrzanego % Stefana ;)) wybraliśmy się po kolacji na wycieczkę, którą całkiem inaczej sobie wyobrażaliśmy?, ale cóż bez przygód nie było by czego wspominać
Pierw odwiedziliśmy willę Teodora Żiwkowa, nie wiem dlaczego Bułgarzy pozwalają niszczeć takim pięknym budynków, jedyne co nasuwa się przy oglądaniu przez brudne szyby tego budynku, że komunistom to się powodziło
. Następnie pojechaliśmy dalej do miejsca gdzie jest taki stary ołtarz wschodzącego słońca, czy jakoś tak to się nazywało. Auto zaparkowaliśmy w lesie, i dalej poszliśmy piechotą myśląc, że dłużej niż 10 minut iść nie będziemy, no bo już się ściemniało, ale droga zajęła nam ponad 2 razy tyle. W efekcie na miejscu byliśmy już po zmroku i tak sobie dochodzimy przez polankę do tego miejsca a tutaj leci całe stadko dzików kilka małych i duże. Po prostu zamarliśmy, nie wiedzieliśmy co mamy zrobić, a ja myślałam, że umrę. Na szczęście wyszliśmy cało z opresji, wycofaliśmy się powoli drugą stroną polany i ?spiepszaliśmy? do auta chyba w te 10 minut ;), w które nie udało nam się dojść. Ogólnie Bułgaria godna polecenia, ale nie po zmroku w lesie
Myślę, że więcej opowieści o wakacjach następnym razem.
15th
WRZ
Jestem na diecie
Napisany przez Kaśka w kategorii Perypetie Kaśki
Wiem, że większość ludzi odchudza się przed wakacjami. Ja natomiast zapoczątkowałam ?intensywny okres odchudzania? po urlopie. Żeby sobie nie psuć wakacji. Przeszłam na dietę Kopenhaską, trwa ona 13 dni, natomiast po niej planuje dalsze pilnowanie się w jedzeniu, czyli ogólnie mniej i mądrzej jeść.
Różne opinie są na temat tej diety, ja wiem na pewno, że muszę mieć stricte narzucone pory jedzenia oraz, to co mam jeść żeby były jakieś efekty.
Przedstawiam mój jadłospis.
Dieta kopenhaska
Szczegółowy plan posiłków
DZIEŃ 1 i 8
Śniadanie: 1 kubek kawy, 1 kostka cukru
Obiad: 2 jajka na twardo, gotowany szpinak, 1 pomidor
Kolacja:1 duży befsztyk, sałata z olejem i cytryną 1
DZIEŃ 2 i 9
Śniadanie:1 kubek kawy,1 kostka cukru
Obiad:1 duży befsztyk, sałata z olejem i cytryną
Kolacja:1 plaster szynki, 2-3 szklanki jogurtu naturalnego
DZIEŃ 3 i 10
Śniadanie:1 kubek kawy,1 kostka cukru, 1 grzanka z razowego pieczywa
Obiad: gotowany szpinak,1 świeży owoc, 1 pomidor
Kolacja:1 plaster szynki, 2 gotowane jajka, sałata z olejem i cytryną
DZIEŃ 4 i 11
Śniadanie:1 kubek kawy,1 kostka cukru
Obiad: tarta marchewka, jajko na twardo, twarożek naturalny
Kolacja: sałatka owocowa, 2-3 szklanki jogurtu naturalnego
DZIEŃ 5 i 12
Śniadanie: duża tarta marchew z cytryną
Obiad: duża chuda ryba
Kolacja:1 befsztyk, sałata i brokuły
DZIEŃ 6 i 13
Śniadanie: 1 kubek czarnej kawy, 1 kostka cukru
Obiad: kurczak z grila, sałata z olejem i cytryną
Kolacja: 2 jajka na twardo, duża marchewka
DZIEŃ 7
Śniadanie: 1 kubek herbaty bez cukru
Obiad: kawałek chudego grilowanego mięsa
Kolacja: NIC
Jedyną zmianę jaką wprowadziłam to jedzenie zamiast szpinaku kalafiora, gdyż takiego szpinaku nie jestem wstanie przełknąć.
Według jednych doskonały sposób na szybką utratę wagi. Według innych metoda na rozregulowanie organizmu. Dieta ta polega na stosowaniu, przez 13 dni, ustalonego z góry menu. Zastosowanie tej diety ma spowodować pobudzenie przemiany materii i uregulowanie metabolizmu.
W ciągu dnia jadamy trzy posiłki - pamiętając, że obiad musimy zjeść między 12. a 14., natomiast kolację przed 18. Plan żywieniowy jest dość monotonny i składa się z chudego mięsa, jaj, warzyw i niewielkiej ilości owoców. Eliminujemy z diety produkty zbożowe, słodycze i napoje alkoholowe. Musimy pamiętać aby wypijać codziennie około 2 litrów wody lub zielonej herbaty. Możemy również pić czarną kawę z jedna kostką cukru. Wypicie jej rano, ma pobudzić organizm do działania. Ważne jest, aby diety nie skracać, ani nie przedłużać. Stosować ją należy dokładnie przez 13 dni.
Dzisiaj mam już 11 dzień i kilka kilo mnie na wadze na pewno, a to, że mieszczę się w rzeczy, w które wcześniej nie wchodziłam mobilizuje mnie podwójnie.
Jednak powiem szczerze nie jest to dieta łatwa, należy wspomagać się witaminami i nigdy nie robić jej w ziemie, bo chyba można zamarznąć.
14th
WRZ
Po urlopie…
Napisany przez Kaśka w kategorii Perypetie Kaśki
Wreszcie mam chwilkę czasu, żeby podzielić się z Wami opowieścią o moim urlopie
Jestem już od tygodnia w pracy, ale na pewno wiecie jak to jest być pierwsze dni po urlopie, 3 dni odkopywania się z zaległości i wdrożenia się na nowo to chyba minimum.
W każdym razie wydaje mi się, że jestem już w miarę odrobiona i wszystko wraca do normalności;)
To nic, że urlop zaczął mi się od mandatu na kwotę 50 zł, za przechodzenie przez plac Getta po torowisku, pomijając fakt, że musiałam dmuchać w balonik w obecności chyba z 20 osób na przystanku
oraz kolejnym mandatem na kwotę 100 zł zaraz przy wjeździe na autostradę przy węźle Wielickim w drodze na lotnisko w Katowicach za nie zapięte pasy dziewczyn siedzących z tyłu
jednak na szczęście nawet Policja i jej złośliwość nie potrafiła nam zepsuć wakacji
Powracając do tematu samego urlopu, odwiedziłam w tym roku Bułgarię, byłam tam pierwszy raz. Polecieliśmy do miejscowości Primorsko, mieszczącej się jakieś 70 km na południe od Burgas. Podróżowaliśmy z Triadą, trzeba przyznać, że w miarę spoko. Miejscowość ok., jednak powiem szczerze Bułgarzy mają jakiś taki olewający stosunek do turystów (dziwne bo przecież w takich miejscowościach to z nas żyją), całkiem inny niż Turcy, czy Egipcjanie, ale u nich przynajmniej człowiek czuje się ważny
Zakwaterowali nas w Hotelu Spectra Palace, hotel nie duży, dość przyjemny, czysty, znajdujący się w samym centrum miasta, niestety jedzenie nie dobre L ale to chyba standard. Podobne jak w Egipcie i Turcji, już po 3 dniach tęskni się za schabowym. W moim odczuciu Bułgaria godna polecenia, tylko ja już na kolejny wyjazd wzięłabym opcję bez wyżywienia, gdyż jedzenie na mieście pyszne
w podobnych cenach jak u nas w Polsce. Miejscowość sama, Primorsko ma bardzo piękne dwie plaże, północną z bardzo wysokimi falami oraz południową spokojną (dla rodzin z dziećmi, czyli nie dla nas ;)). My oczywiście codziennie chodziliśmy na tą północną ;P chociaż była 2 razy dalej oddalona od naszego hotelu, ale czego nie robi się dla mega fal. Dwa razy w ciągu 11 dni pobytu wypożyczyliśmy sobie samochód, super czarnego Punciaka i zorganizowaliśmy sobie wycieczki do pobliskich miejscowości, gdyż dużo bardziej nam się to opłacało niż, wykupienie wycieczek u rezydenta i od nikogo nie byliśmy uzależnieni. Żeby mieć możliwość wypożyczenia auta w Bułgarii, musi się mieć prawo jazdy co najmniej od 5 lat, więc mnie to od razu wykluczyło z bycia kierowcą i bardzo dobrze
Zwiedziliśmy piękne, usytuowane nad morzem miasteczka, Sozopol, Neseber, Słoneczny Brzeg, natomiast w kolejną wycieczkę wybraliśmy się do Warny. Niestety tej wycieczki nie wspominam za dobrze, gdyż dopadło mnie coś co w języku Bułgarski nazywa się ? roztrojstwem?, i wymaga wielu godzin spędzonych na toalecie. Sami zgadnijcie co mnie dopadło?
Z tej wycieczki wróciłam wykończona jak rzadko kiedy, i najlepiej pamiętam wszelkie toalety jakie mijaliśmy po drodze. Ogólnie w wakacje wypoczęłam jak mało kiedy, czas głównie spędzaliśmy na leżeniu do góry dupcią nad morzem lub nad basenem, czytaniu książek oraz opalaniu się do granic możliwości. Przeczytałam 3 godne polecenia książki, jak tylko przypomnę sobie tytuły to na pewno się nimi z Wami podzielę, bo w tym momencie mam pustkę. Oczywiście nie mogło być sytuacji, żeby na wakacjach nie zdarzyło nam się nic specjalnego, ale to już jutro, bo muszę wracać do pracy.
