Blog firmowy, jako forma komunikacji z Klientami, przyjaciółmi i partnerami? Forum wymiany myśli i doświadczeń? Dlaczego nie! Tak właśnie powstał pomysł na prowadzenie bloga firmowego. Nie mamy jednak zamiaru pisać tu o tak błachych sprawach jak bigi, perforacje i tym podobne. Będziemy pisać o NAS, o tym czego doświadczamy w życiu codziennym - nie tylko w godzinach pracy. Będziemy dzielić się swoimi – nie zawsze trzeźwymi – obserwacjami świata. Będziemy także chwalić się swoimi osiągnięciami. Porażki jeśli się zdarzą – pewnie też opiszemy. Jeśli jesteś ciekawy, co zawodowo robimy na co dzień – zajrzyj na naszą stronę stalbiga.pl

20th
MAR

Czemu takie rzeczy się zdarzają?

Napisany przez Beata w kategorii Inne spojrzenie

Przychodzą nagle lub powoli, w najmniej odpowiednim momencie. W czasie studiów, wędrówek, wakacji czasem tuż przed ślubem.
Wygrywamy z żywiołami, budujemy domy, pokonujemy coraz szybciej odległości.
Niestety czasami nie umiemy obronić się przed tym co niewidzialne-chorobami.

Skąd się biorą?
Często nikt nie potrafi udzielić odpowiedzi na to pytanie. Szukamy przyczyn, sposobów leczenia i wyzdrowienia. Próbujemy różnych metod, specyfików, kłujemy się igłami, pijemy zioła, zażywamy duże ilości chemii. oczywiście staramy się myśleć pozytywnie i mieć nadzieję, że podjęte działania pozwolą nam wyzdrowieć.

Gdy wygrywa choroba-cały świat się okrutnie zmienia
Nagle okazuje się, że nie wyjadę na wakacje bez czyjejś pomocy, uczyć mogę się z pomocą specjalnych urządzeń a zwykły spacer staje się nie lada wyzwaniem i walką ze swoimi ograniczeniami albo ze zwykłymi schodami.
Niestety czasami okazuje się, że nie mogę już samodzielnie zjeść śniadania?

Co dalej?
Załamanie, niechęć do życia, rezygnacja ze spotkań z ludźmi, a a może wcale nie tak? Może można spróbować odnaleźć się w niepełnosprawności?
Jeść śniadania, uczyć się, pracować, spotykać znajomych, uśmiechać się i cieszyć się obecnością życzliwych ludzi.

Takie rzeczy zdarzają się chyba po to, żebyśmy mogli być pomocni drugiemu człowiekowi, gdyż to określa naszą wartość.
Doświadczam tego sama, ponieważ nagle straciłam wzrok bo, podobno budowniczy moich genów tak zdecydował. Żaden z Wielkich Wspaniałych Znawców ludzkiego genotypu nie jest w stanie mi pomóc…
Pomimo tego, że nie widzę, żyję jak każdy z Was. Czytam, uczę się, doświadczam sympatii i antypatii. Jestem normalnym człowiekiem i cieszę się, że pomimo mojego ograniczenia mogę z Wami rozmawiać i pracować

Zapraszam - dołączcie do mnie i pomóżmy wspólnie Grześkowi, którego życie doświadczyło o wiele bardziej niż mnie, a który bardzo chce normalnie żyć i dalej się uczyć jak wszyscy.

Kim jest Grzesiek i dlaczego właśnie jemu chcę pomóc?
Chyba nie będę się wymądrzać i zacytuję Grześka-tak opowiada o sobie:
??Jako 17-letni chłopak zachorowałem na ziarnicę złośliwą. Byłem poddawany radio- i chemioterapii. Wyzdrowiałem i wydawało się, że najgorsze mam już za sobą ? przecież wygrałem z nowotworem!
Niestety po kilku miesiącach Zachorowałem na ropne zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. W Boże Narodzenie zapadłem w 3-miesięczną śpiączkę.
W wyniku przebytego zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych i powikłanego niedotlenienia mózgu jestem sparaliżowany. Dodatkowym utrudnieniem jest rurka tracheotomijna i cewnik, na które wciąż jestem skazany. Porażenie obejmuje obydwie dolne i prawą górną kończynę. Lewa ręka jest częściowo sprawna. Wbrew wcześniejszym obawom, mój umysł również dobrze funkcjonuje??
Wyobrażam sobie jakbym się czuła gdybym leżała sparaliżowana i zdawałabym sobie sprawę z tego co się zemną i w okół mnie dzieje.

Nie to nieprawda, nie jestem sobie nawet w stanie wyobrazić tego koszmaru!!!
Chcę pomóc Grzegorzowi bo wiem, że najgorsze to poczucie, że nic się nie da usprawnić, dopasować, polepszyć, zminimalizować przykre odczucia.

Grzegorz już zaczął posługiwać się laptopem , ma szansę na samodzielne korzystanie z wózka inwalidzkiego i większą aktywność ruchową ale musi kontynuować rehabilitację!

Jak to zrobić?
Po prostu, przekaż 1% podatku dochodowego na rehabilitację Grześka. Ciebie to nic nie kosztuje, te pieniądze i tak nie są Twoje, a uzyskana w ten sposób kwota będzie przeznaczona na jego dalszą rehabilitację w A&S Studio.
Aby wpłacić 1% podatku wystarczy:
1. w formularzu PIT w rubryce “Nazwa organizacji pożytku publicznego” wpisać: KRS 0000 17 44 86 Fundacja Anny Dymnej Mimo Wszystko
2. oraz w rubryce “informacje uzupełniające” podać jako cel szczególny: indywidualne hasło podopiecznego GRZEGORZ WIERZBA

Historia Grzegorza, uświadomiła mi jak ważne jest docenianie tego co się ma, ludzi, których się spotyka i dobrych gestów, które się od nich dostaje.

Dziękuję w imieniu swoim i Grześka
Beata

2nd
MAR

Stosunek do dzieci - cudze dzieci są fajne - na kilka godzin

Napisany przez Kaśka w kategorii Perypetie Kaśki

Powiem szczerze, chyba instynkt macierzyński jeszcze się u mnie nie pojawił? Nie wiem jak to będzie, ale mam nadzieje, że się pojawi za jakieś parę lat. W sumie to by wypadało, żeby koło 30-stki był, zobaczymy. Mój stosunek do dzieci jest bardzo pozytywny, uwielbiam cudze dzieci, pachnące, śmiejące się maleństwa. Lubię i noworodki, i te troszkę większe, z racji faktu, iż znaczna część moich koleżanek ma już w posiadaniu dzieci, ciocia Kasia, która swoich nie posiada, lubi wydawać pieniądze na to ?cudze?. Przy każdych odwiedzinach, za obowiązek swój uznaje kupić dzieciakowi, chociaż najmniejszą drobnostkę, gdyż pamiętam jak za gówniarza, ja zawsze lubiłam te ciocie, które nam coś przynosiły.
W miniony weekendy z dziećmi miałam do czynienia sporo, gdyż w sobotę wzięłam moją 7 ? mio letnią chrześnicę do kina. Jest po prostu boska, i nie dziwie się, że mając dzieci kobiety stawiają je na pierwszym planie, i wszystko do tej pory było najważniejsze idzie w odstawkę.
Moja Wika jest po prostu prze-kochana, tak wdzięczna, że normalnie mnie wzruszyła. Umówiłyśmy się tydzień wcześniej, że pójdziemy do kina, podobno codziennie mówiła po kilka razy, że idzie z Kasią do kina w sobotę. W piątek po pracy zadzwoniłam do niej, żeby dokładnie ustalić na co idziemy i na którą godzinę. Podjęłyśmy wspólnie decyzję, że idziemy na : teraz proszę się nie śmiać ?Chiłała z Beverly Hills?, czy jak to tam się piszę, na 14 do Galerii Kazimierz. Umówiłam się z nią, że o 13 po nią podjadę. Moja Wikusia zadzwoniła do mnie w sobotę o 12.10, czy na pewno o niej pamiętam, i że chciała mnie pozdrowić i powiedzieć, że mnie kocha. Po prostu miód na serce. Wybrałyśmy się pięknie do kina, przed seansem ?zaliczyłyśmy? kilka sklepów, ciotka coś sobie kupiła, chrześnica doradzała. A teraz coś co mnie zdziwiło najbardziej, jaka ona jest niesamowita, mówię, żeby sobie coś wybrała to jej kupię, ale moja dzidzia nic nie chciała, bo mówi, że już do kina ją wzięłam i to wystarczy. Powiem szczerze zaimponowała mi tym. W kinie wsunęłyśmy wielkie nachosy i wielką colę, a po kinie lody, chociaż moja mała miała w nocy temperaturę ;), nie ma jak dobra ciocia. Wracając Wika powiedziała mi, że dawno nie miała tak super dnia, na co ja, że musimy to powtórzyć, zaś moja mała na to: Co robisz jutro ;)?